Wczoraj była trylogia, dziś dwa prequele "Więźnia Labiryntu".
Już myślałam, że James Dashner zajął się nie tym, co powinien i nie tym, co chciałam przeczytać, aż tu któregoś pięknego grudniowego dnia, gdy odwiedziłam Empik w celu kupienia sobie prezentu gwiazdkowego, w oczy rzucił mi się, stojący na półce "Kod gorączki". Ponieważ wszystkie okładki są w jednym stylu, od razu wiedziałam, co to za książka, ale nie kojarzyłam tytułu. Szybkie zorientowanie się w temacie i radość, że w końcu jest to, na co tak długo czekałam. I tutaj należą się wielkie podziękowania dla autora, który w 100% zaspokoił moją ciekawość.
"Rozkaz Zagłady" i "Kod gorączki" odpowiadają na pytanie: jak to się zaczęło? Pierwsza książka rozwiązuje zagadkę tajemniczego wirusa, który nagle pojawił się na świecie. Wirusa, na którego nie ma lekarstwa, a który bardzo szybko przenosi się z człowieka na człowieka. I tutaj pojawia się pierwsza lekcja dla tych, którzy myślą, że można bawić się w Boga. Bo wirus - jak już można się domyślić - rozstał wypuszczony na świat przez ludzi. Zakładali oni, że zarażą określoną liczbę ludzi, co miało być kontrolowanym zmniejszeniem populacji. Niestety, wirus mutuje i wymyka się spod kontroli.
Druga książka - "Kod Gorączki" - opowiada natomiast losy Thomasa, Teresy i reszty dzieciaków, czyli dokładnie to, co nie dawało mi spokoju od czasu przeczytania "Więźnia Labiryntu". Dowiadujemy się, co to za dzieciaki, skąd się wzięli, po co i jak wyglądało ich życie przed umieszczeniem w labiryncie.
Obie książki polecam, nie tylko uzupełniają trylogię, ale same w sobie są ciekawą lekturą. Szczególnie "Rozkaz Zagłady", który poza tym, że jest prequelem "Więźnia Labiryntu", może również być potraktowany jako samodzielna powieść.
Obie książki polecam, nie tylko uzupełniają trylogię, ale same w sobie są ciekawą lekturą. Szczególnie "Rozkaz Zagłady", który poza tym, że jest prequelem "Więźnia Labiryntu", może również być potraktowany jako samodzielna powieść.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz